Uczę się biegać z Jagodą – z pamiętnika uczestnika

Bieganie to siebie poznawanie, ze słabościami wygrywanie.
Bieganie to problemów pokonywanie, z przyrodą obcowanie.
W rytm serca wsłuchiwanie, z sobą rozmawianie.
Bieganie to praca, chętnie się do niej wraca.
Bieganie to smutku wyrzucanie, potrzebującym pomaganie.
Bieganie – pasja i sztuka, na mecie uśmiech „od ucha do ucha”.
Bo bieganie to czasu zdrowo spędzanie i … marzeń moich spełnianie …

Panu Jagodzie,
za cierpliwość, poświęcenie i codzienne recepty pisane z uśmiechem

UCZESTNICZKA: Ankietę wysłałam spontanicznie – lubię nowe wyzwania 😉
Chciałam poznać tego zwariowanego kolorowego jegomościa biegającego boso.
A tak poważnie to moja przygoda z bieganiem rozwinęła się na tyle, ze zaczęłam szukać sposobów na poprawę szybkości i techniki. Ponieważ nigdy wcześniej nie brałam udziału w regularnych treningach codzienne ćwiczenia były wyzwaniem dla mojej systematyczności. Nie tylko uświadamiałam sobie słabości, ale także te mocne strony. Nie walczyłam na siłę ze swoim ciałem – jestem jaka jestem i z przysiadem japońskim chyba się nie zaprzyjaźnimy. Spotkania cykliczne pokazywały jak pracują inni, mobilizowało to do dorównania im i pracy nad sobą. Przyznaje – nie zawsze byłam na 100% sumienna, czasem zmęczenie brało górę. Zrobiłam tyle ile mogłam, bardzo żałuje, ze to już koniec gdyż codzienne odrabiania jagodowych lekcji wpisało się na stałe w mój grafik.
Z projektu pozostaną mi ćwiczenia okołobiegowe, które doskonalą moją niedoskonałą technikę, piłki piłeczki linki gumki i rollery a także nowi przyjaciele biegowi których mam nadzieję spotykać. Projekt zmienił także moje myślenie o bieganiu: nie jest to tylko puste klepanie kilometrów, więcej nie oznacza lepiej. Liczy się jakość biegania, świadomość „jak biegać” mam nadzieję poprawi moje wyniki choć nie to jest moim celem. Jagoda nauczył mnie myślenia o bieganiu, analizowania tego robię podczas treningu – bardzo jestem mu wdzięczna za otworzenie tych drzwi w mojej głowie.

UCZESTNIK: Początek projektu to dla mnie jedna wielka niewiadoma. Ogólne hasła, jacyś ludzie, którzy mówią, że nauczą mnie biegać efektywniej i z mniejszym ryzykiem występowania kontuzji.
Do momentu rozpoczęcia przygody z projektem moje wyniki myślę, że były co najmniej dobre i wydawało mi się, że zbyt wiele już nie mogę poprawić. Poprawić wyniki oczywiście.
Problem tkwił w tym, że po zawodach byłem często tak wypompowany, że przez kilka dni ciężko było cokolwiek ruszyć. Myślę sobie: ok, spróbuję . Pożyjemy, zobaczymy. Choć szczerze mówiąc wątpiłem w sukces.
Z takim nastawieniem rozpocząłem uczestnictwo w projekcie. Jak słusznie zauważył Jagoda, na pierwszym treningu wyglądałem jakbym był tam za karę 😉 I miał rację.
Dopiero po treningu, dzień po dniu, wykonując kolejne ćwiczenia zrozumiałem, że to co robimy w projekcie ma sens.
Mniejsze obciążenie różnych partii mięśni podczas biegu, rozciąganie, rolowanie, deseczka, która dla mnie była magiczna oraz pochylenie w trakcie biegu – to główne czynniki i rzeczy, które pozwalają mi na bieganie w takim samym tempie, jak przed projektem, ale z mniejszym obciążeniem dla mojego ciała.
Na razie nie biję się na siłę o kolejne życiówki – jeszcze nie teraz.
Spokojnie wykonuję ćwiczenia, doskonalę technikę – na życiówki przyjdzie czas.
Dzięki projektowi uświadomiłem sobie, że bieganie to nie tylko wyjście na zewnątrz i susy do przodu.
Projekt pokazał, że tak niewielkie zmiany w treningach mogą naprawdę zdziałać wielkie rzeczy.
Jagoda okazał się być doskonałym wychowawcą, mentorem i psychologiem – jestem mu bardzo wdzięczny za trud i zaangażowanie w projekt, jak i w prowadzenia mojej osoby i pozostałych uczestników.
Mega ciekawe doświadczenie, wspaniała grupa zapaleńców, no i Mistrz Jagoda – szkoda że projekt się kończy 🙁
Pozostaje utrzymać się w treningach, ćwiczeniach, doskonalić technikę i ……………….obserwować co tam nowego pisze i radzi Jagoda 🙂

UCZESTNIK (część pierwsza): Ponad miesiąc projektu za nami. Okazuje się, że bieganie naturalne to nie tylko odpowiednie ustawianie stopy i „nie bicie” z pięty w asfalt. Metoda dr Romanowa wydaje się być skomplikowaną maszyną, której tryby są nawzajem od siebie zależne – u nas (chyba wszystkich) te tryby wydają się wymagać gruntownej regulacji. Nie wiem ile jeszcze czeka na nas magicznych narzędzi takich jak deseczka, core czy bieganie po piasku, ale powinniśmy chyba je wszystkie stosować przez najbliższe 3 lata. Najwyraźniej jednak Jagoda ma jakąś tajemną metodę jak nas paralityków nauczyć biegać w krótszym czasie, bo przecież projekt nie trwa 3 lat.
Jedno jest pewne – przychodząc na pierwszy trening nie spodziewałem się takich zmian w technice biegania, stania, skakania… wszystkiego właściwie na czele z myśleniem o bieganiu. Mam wrażenie jakbym uczył się biegać zupełnie od początku. Cokolwiek się nie wydarzy przez kolejne tygodnie – wiem, że nie będę już w stanie biegać tak jak do tej pory.

UCZESTNIK (część druga): To co wydarzyło się przez ostatnie 3 miesiące nie może być nazwane tylko zmianą techniki biegania. To początek jakieś długiej drogi, która jeszcze nie wiem dokąd mnie zaprowadzi. Początek zupełnie nowy, bo mam wrażenie, że uczę się biegać całkiem od początku, niemal tak jakbym uczył się dopiero chodzić. Na dodatek bieganie w tym bieganiu wydaje się wcale nie być najważniejsze. Bieganie zamieniło się w trening biegowy w wielu wariantach i wersjach. Skończyło się monotonne klepanie kilometrów po parku. Po raz pierwszy odkąd biegam mam wrażenie, że biegam i trenuję świadomie – myśląc o tym ile i jak biegam, jakie mięśnie pracują i jakie oszczędzać, co robić, żeby inne mięśnie doprowadzić na skraj wytrzymałości, co rozciągnąć i rozwałkować, jak pracować nad poprawą techniki. Wiem, szukam i uczę się – ten Projekt otworzył w mojej głowie jakieś drzwi do zupełnie innego traktowania mojego biegania. Najmniejsze znaczenie ma teraz ilość ‚zrobionych’ kilometrów. Już wcześniej przekonałem się, że jestem w stanie przebiec niejeden maraton czy ultramaraton, teraz z ilości czas przejść na jakość. Tempo biegu też straciło na wadze – trafiło do mnie twierdzenie, że aby nauczyć się biegać szybko, trzeba najpierw biegać wolno; sęk w tym, że biegnąc nową techniką wcale nie biegnę wolniej… cóż, szybciej na razie też nie, ale to kwestia czasu J
Zmiana, która zaszła w moim podejściu do tego sportu nie byłaby możliwa, gdyby nie Trener – jeden z najlepszych jakich spotkałem trenując różne sporty. Zaangażowanie Jagody w to, żeby zrobić z nas Tarahumara, jego cierpliwość znosząca naszą niewiedzę na przemian z naszym przekonaniem, że wiemy lepiej, że już potrafimy, jego podpowiedzi, rady i wielkie serce jakie w ten Projekt włożył są absolutnie kluczem do tej przemiany. Nie obyłoby się oczywiście również bez pracy wkładanej przez uczestników w codzienne ćwiczenia, powtarzanie, notowanie postępów – pracy niełatwej bo nogi bolały… wszystko czasem bolało, ale pracy konsekwentnej pod okiem Trenera i ze wsparciem motywującej grupy zdążającej w tym samy celu.
Jeszcze chyba nie wiem tak do końca, jakie owoce przyniesie ta rewolucja. Tak jak powoli, po kolei, doznawaliśmy olśnienia w kolejnych tygodniach Projektu, kiedy ktoś zauważał precyzyjne działanie trybików tej techniki; tak chyba potrzeba jeszcze trochę czasu abyśmy pojęli, co Projekt właściwie zrobił z naszym bieganiem i ile dobrego wniósł nie tylko w nasze treningi ale i w codzienne życie.

UCZESTNICZKA o sekcie (część pierwsza): 1/3 projektu za mną – to opowiem o 3 zmianach:
1. 1/3 części mojego tłuszczu zamieniła się w mięśnie – co po pierwsze daje satysfakcję z widoku przed lustrem (ach te baby) a po drugie daje siłę w nogach – oj czuję to na podbiegach ☺ górki nie mają już ze mną lekko ☺ daje im radę ☺
2. kolejną zmianą jest kontrola sposobu biegu – zauważyłam, że dość często same nogi ustawiają mi się do biegu na śródstopiu, nie robię tego specjalnie, same to robią ☺ ponadto jak biegam na bieżni włącza mi się kontrola pochylenia ciała do przodu. Na roztruchtaniach po treningu zawsze patrzę na kadencję ☺
3. największym moim sukcesem jest jednak deseczka – to jest niesamowite, że jak mi ją Jagoda wręczył w CrossRunShopie to ustałam na niej 2-3 sekundy – teraz robię to 1,5 minuty i jest spoko!!!!! No jestem po prostu boska i cudowna 🙂 nie żartuję, tak naprawdę to zasługa Jagody i jego umiejętności zarażania entuzjazmem do nowych umiejętności ☺ jego podejścia do nas i odpowiedzialności za nas i nasze „ciała” ☺ dziękuję, że mogę być częścią „naszej sekty” i codziennie odbierać posty od Wielkiego Brata Jagodowego ☺

UCZESTNICZKA o sekcie (część druga): 3 razy niestety!!! Niestety koniec projektu, niestety nie ma cdn i niestety nie będzie już wieczornego powiadomienia „Maciej Jagusiak opublikował post….”.
Nawet nie wiem kiedy stało się to codziennym elementem mojego życia.
Życia, które tuż przed chwilą rozpoczęcia projektu stanęło na głowie i zrobiło zwrot o 180 stopni – nic lepszego nie mogło mnie wtedy spotkać jak poznanie tych facetów, Jagody, Piotra z CRS i Mario Fizjo.
Co zmienił ten projekt ? Zmienił moje życie, moje bieganie, moją głowę i moje nogi – wszystko poszło w innym kierunku.
Zmienił moje życie, bo je uporządkował: był dzień cora, był dzień deseczki. Pobudka – kawka i ćwiczenia, ile się da rano ☺. Jeśli udało się większość, był banan na gębie i cudowne wejście w nowy dzień. Wieczorem zawsze rolowanie, rozciąganie, czasem reszta ćwiczeń. Na treningach zawsze wplatanie ćwiczeń o śmiesznych nazwach.
Treningi nie były mordęgą – przez śmieszne nazwy ćwiczeń i w ogóle ich wygląd – miałam zabawę i mega radość, choć wiem, że te najprostsze – dla mnie okazywały się piętą Achillesa.
Zmienił moje bieganie bo stało się ŚWIADOME… nie ma już klepania kilometrów, rozgrzewka zawsze polega nie tylko na truchcie ale i na wykonywaniu Jagodowych ćwiczeń. Gdy biegnę myślę o kadencji, o pochyleniu, o ułożeniu pięt, o rękach, o zakazie bujania.
Zmienił moją głowę i nogi – przestawił na myślenie o jakości a nie ilości, o moim ciele jako o sprzymierzeńcu, który czasem potrzebuje odpoczynku, dania mu spokoju, regeneracji. Jako o czymś, co traktowane odpowiednio, odwdzięcza się siłą i pokonywaniem słabości wypływających z głowy.
Tak – to dzięki Jagodzie zrozumiałam, że chcieć to móc, że siła tkwi w nas głęboko, wystarczy sięgnąć – nigdy nie zapomnę swojego finiszu na Fabrykancie, prowadzona przez Maćka – nie mając niby siły na 9 km, gdy tylko pojawił się Maciek i odpowiednio zmotywował, siła się pojawiła i to jaka !!!
Nie znajduję słów by Wam podziękować. Mogę tu uroczyście obiecać, że ta wiedza, którą Maciek przekazał, zostanie w mojej głowie, i w moim sercu i będzie codziennie wdrażana w życie. Że to czego się nauczyłam, nie zmarnuję, że nie pójdzie w zapomnienie.
Staliście się częścią mojego życia i mam nadzieję, że tak już zostanie.
Takie Jagodowe dzieci ☺ najpierw we mgle a teraz w pełni słońca ☺ z bananem, tfu z Jagodą na gębie ☺

UCZESTNIK: W projekcie uczestniczyło kilkanaście osób o różnym podejściu i doświadczeniu w kwestii biegania. Ja reprezentowałem typowego biegacza który niedawno zaczął i po niedługim czasie nabawił się kontuzji. A gdy z kontuzją walczyłem dopiero zacząłem sobie uświadamiać jak mało wiem o bieganiu i, że w zasadzie to ja nie umiem biegać. Zacząłem zauważać pewne błędy i próbowałem je korygować. Samemu niestety szło mi kiepsko. Przez przypadek znalazłem się na blogu Pana Jagody i to zapoczątkowało zmiany. Zakupiłem i przeczytałem książki które polecał i z których sam czerpał wiedzę gdy i on wcześniej miał kontuzję. Od razu wiedziałem, że to jest osoba która może mi pomóc. Super biegacz o super mocach który nie boi się przyznać do tego, że sam przez długi czas miał problemy i swoją długą pracą i zawziętością je pokonał.
Gdy tylko dowiedziałem się o projekcie bez wahania wysłałem zgłoszenie i szczęśliwie znalazłem się wśród jej uczestników.
Od pierwszego dnia czułem się jak w reality show. Co dziennie nowe testy, ćwiczenia. Mobilizacja grupy i możliwość porównywania się z innymi uczestnikami powodowały, że z niecierpliwością czekało się na każdy nowy dzień by przekonać się, co on przyniesie. Uczestnictwo polecam wszystkim pasjonatom biegania gdyż projekt jest super przygotowany pod względem merytorycznym i technicznym. Niby proste na początku ćwiczenia po jakimś czasie układają się w całość. Przychodzi czas gdy człowiek odkrywa samemu sens w tych wszystkim i dochodzi do nowych doświadczeń i spostrzeżeń. Wszystko to dzięki temu, że ten projekt jest przemyślany i do tego właśnie dąży. Oczywiście największa siłą tego projektu był Pan Jagoda który nas trenował. To on każdego dnia poświęcał swój czas i siły by nam przekazywać swoją wiedzę. On zarażał nas co dziennie swoją pasją do biegania i dzień po dniu uczył jak biegać przyjemnie, szybciej i zdrowiej. Panie Jagoda! Ten czas nie poszedł na marne. Dziękuje jeszcze raz za wszystko.

UCZESTNIK: Dla mnie projekt Uczę się biegać z Jagodą był szansą na wydobycie z siebie rezerw, które wiedziałem, że mam, ale nie wiedziałem jak do nich sięgnąć. Czy udało mi się osiągnąć cel? Cóż, na pewno nie wykorzystałem projektu na 100% – wiem, że mogłem zrobić więcej. Z perspektywy czasu i wyposażony w nową wiedzę widzę, że warto było poświęcić te 3 miesiące wyłącznie na pracę nad techniką, rezygnując na ten czas z walki o życiówki. Nie zrobiłem tego jednak i skończyło się to dla mnie tak jak się skończyło. Mimo wszystko jednak projekt dał mi naprawdę dużo. Może nie widać tego w aktualnej technice biegu, ale teraz już wiem jak nad nią pracować i przede wszystkim jak prawidłowo biegać. Jagoda pokazał mi, że można inaczej, że bieganie może być zdrowe i nie musi boleć (co zwykłem sądzić przed projektem). Pochylenie oraz kadencja są dla mnie odkryciami niesamowitymi, teraz tylko moja w tym głowa by wykonać należytą pracę by wyrobić w sobie te umiejętności do perfekcji. Na początku poziom motywacji był bardzo wysoki, później spadał w miarę kolejnych zadań na które nie znajdywałem czasu lub siły, ale teraz, gdy widzę jak wielki progres wykonali pozostali uczestnicy i gdy czuję po sobie, że wykorzystanie nauk Jagody przynosi wymierne korzyści w postaci szybszego i bardziej ekonomicznego biegu, motywacja, aby, tym razem już w swoim tempie, dopasowanym do treningów, pracować nad techniką, pojawia się na nowo. Za to wszystko, a także za treningi plenerowe, które były wręcz fantastyczne, prowadzone w profesjonalny i merytoryczny sposób dokładnie tak, jak można to było zrobić najlepiej, dziękuję przede wszystkim Jagodzie, ale też FizjoBiega, za opiekę medyczną oraz Pedro i Witkowi z CrossRunShopu za zorganizowanie całego tego zamieszania! 🙂 a ja obiecuje, że jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa! 😀

UCZESTNICZKA: mam 45 lat i szczęście, że trafiłam do projektu. Moja przygoda z bieganiem zaczęła kilka miesięcy wcześniej przed projektem, moje treningi to klepanie km, częste odpoczynki, jakaś kontuzja itd. Brak efektów spowodował iż zaczęłam bardzo śledzić blog Jagody. Zakupiłam u Maćka deseczkę i zaczęłam pierwsze treningi w domu – raz zrobione, 10 razy nie, coś było nie tak. Nie znając Maćka osobiście tylko z bloga, odezwałam się ponownie prosząc o pomoc dając jakieś mi lekcje. On krótko: śledź bloga. Nadszedł ten dzień, rekrutacja do pierwszego projektu “TRENUJ ZDROWO z JAGODĄ’’. Zaaplikowałam i modliłam się gorąco byście mnie wybrali. Stało się, prawie na końcu zostało wyczytane moje nazwisko. Popłakałam się ze szczęścia. Złapałam Pana Boga za nogi! Wreszcie los się do mnie uśmiechnął. Pierwsze spotkanie, zapoznanie grupy, wspólny trening, powrót do domu. Następny dzień wyczekiwanie na Facebooku wiadomości od Jagody ,co na dziś zadane. Trening w domu i w terenie. Dzień za dniem mija, tydzień za tygodniem. Początki trudne, ambicje tak wielkie by coś osiągnąć, trenowałam tak wytrwale iż z wysiłku dostałam zapalenie kciuka prawego, skończyło się gipsem. Wróciłam do domu, rozgoryczona ,zapłakana bojąc się że zostanę usunięta z projektu. Ale nie zostałam, ćwiczyłam core z gipsem na ręku, opadanie na drzewo, trenowałam ćwiczenia rozgrzewające – wszystko z gipsem, a ludzie patrzyli na mnie z uśmieszkiem na twarzy ,myśleli wariatka z kontuzją i trenuje, a ja obiecałam sobie że się nie poddam, udowodnię sobie że jestem silna i dam radę. Z przygodami dotrwałam do 50 dnia treningu – to już? 50 dni projektu co zmieniło? Sporo, ale jeszcze nie na tyle bym była zadowolona, Opanowałam deseczkę z dwoma kijkami do perfekcji, z jednym słabo, odstawiłam długie wybiegania i zaczęłam balansować z nastrojami ,co ja tu robię. Łydki spięte, kadencja słaba, nerwobóle żołądku. Piszę znowu do Jagody, że mam takie odczucia. A on ze swoim stoickim spokojem wysłał mi 4 minutowe nagranie motywujące. Podbudowana, odrzuciłam złe myśli i zaczęłam pracę nad technikę na nowo. Wprowadzając nowe ćwiczenia, wybiegając z czystą głową – treningami zaczęłam się bawić i o dziwo, wszystko zaczęło się układać i wychodzić. Nawet core z piłką i deseczka z piłką stały się przyjazne. Wybiegania z utrzymaniem kadencji wychodziły. Mamy 18 październik, według moich wyliczeń 100 dzień projektu i moja końcowa analiza: nauczyłam się cieszyć bieganiem, potrafię na odcinku 5km utrzymać właściwą kadencję i pochylenie. Nie męczę się, biega mi się lekko, ale nie spocznę na laurach. Jest koniec projektu ale nie koniec mojej pracy by utrzymać obecny poziom i co nie co jeszcze ulepszyć, muszę trenować wszystko to, czego nauczył mnie nasz TRENER JAGODA.
Obiecuję będę kontynuować pracę nad techniką. Na pewno będzie mi brakować wspólnych treningów, humor który nam towarzyszył i postów na które czekałam z niecierpliwością, gdy Maciej wstawiał lub zapomniał 🙂
Dziękuję CrossRunShop, że wyszliście do ludzi, sama nigdy bym się nie zdecydowała na taki trening

UCZESTNICZKA: Taki rodzaj treningów był dla mnie czymś zupełnie nowym. Zmienił diametralnie moje podejście do biegania. Skończyło się klepanie asfaltu, bicie własnych rekordów kilometrażu. Zaczęła się racjonalna i przemyślana praca na wzmocnieniem partii mięśni, o których nie miałam wcześniej pojęcia. Czeka mnie jeszcze długa praca, ale już wiem jak będzie wyglądała. Będzie ona kontynuacją tego co wspólnie zaczęliśmy. Ten rodzaj biegowej filozofii bardzo mi odpowiada i będę się starać, aby niczego nie zmarnować.

UCZESTNIK: Projekt biegowy prowadzony przez Maćka Jagusiaka (Pan Jagoda) i pod patronatem sklepu CrossRunShop powoli dobiega końca.
Wydaje mi się, że każdy odkrył dzięki niemu, coś co zmieni jego podejście do biegania. Ja osobiście w pewnym momencie zachłysnąłem się magią kadencji i potęgą małych kroczków.
Później powoli przyszło kolejne odkrycie, chyba najważniejsze – co będę robił, kiedy skończą się spotkania, treningi, deseczka, gumy, core i całe to codzienne „wspomaganie” Maćka.
Zanim jeszcze zadał swoje pytanie, co zamierzacie robić po zakończeniu Projektu, ja wiedziałem, że będzie to bieganie naturalne, docelowo boso. Czemu tak ?
Dzięki wzmocnionym łydkom, stawom skokowym itd. mogłem prawie z marszu spróbować biegania boso. I tym samym zaobserwować, jak wielka, wręcz nie do opisania jest różnica takiego biegania w porównaniu do butowania w moich Kalenji na koturnach.
Pierwsze dłuższe radosne i niestety bolesne bardzo spotkanie z tartanem miało miejsce już jakiś czas temu. Okazało się, że samo się biegnie, euforia i ogólnie. Ale 2 km tartanu zwyciężyły i starły mi bieżnik z przodu stopy. Z czasem przybywało doświadczenia i niedowierzania, że biegając boso można biec tak lekko, tak szybko i tak bezwysiłkowo.
Kolejna większa odsłona miała miejsce na sobotnim Parkrunie. Pobiegłem w nim we własnej konstrukcji podeszwach plemiennych. Kilka sekund zabrakło do mojego PB sprzed dwóch lat. Nie mogłem uwierzyć. Nigdy przedtem nie udało mi się nawet zbliżyć do tej granicy. A najdziwniejsze było to, że nie zostawiłem płuc na trasie, a sam bieg chyba po raz pierwszy na tej szybkości był jeśli nie przyjemnością, to na pewno nie katorgą.
Długa droga przede mną, bo wychodzi krótki czas adaptacji nowego i braki techniczne (boli lewa pięta, która zbytnio zaangażowała się na ostatnim kilometrze w kontakt z podłożem)
Z tego, co wiem szykuje się kolejna edycja Projektu. Starajcie się tam dostać. Wasze bieganie nie będzie już nigdy takie jak przedtem.

UCZESTNICZKA: Biegałam z kilkoma trenerami w życiu, ale takiego zaangażowania w pracę nad „zawodnikiem”, takiej pomocy w polepszaniu techniki, takiej radości z postępów nigdy u żadnego nie poczułam. Maciej jesteś nie tylko wspaniałym trenerem, ale i cudownym, dobrym człowiekiem i to dobro, które dajesz z siebie, wróci do Ciebie co najmniej podwójnie. Naszą siłą jesteś Ty i Twoja wiedza, ale i siłą w naszej grupie, która się zgrała w super wspierającą się paczkę i mam nadzieję, że faktycznie po zakończeniu projektu będziemy razem czasem biegać. A ja i moje nogi – no staram się by polepszyć to co się da. Tak jak Ci kiedyś powiedziałam, ten projekt i Ty spadliście mi z nieba w najlepszym momencie…. zwykłe dziękuję nie wystarczy….
UCZESTNIK: kiedy usłyszałem o pierwszej rekrutacji spodziewałem się czegoś innego niż w większości znanych mi grup i szkół biegania. Co więcej szukałem czegoś co wyprowadzi mnie z trybu ubijania parkowych ścieżek z poczuciem marnowania czasu, potrzebowałem odmiany. To jednak co zrobiło te 100 dni z moim myśleniem o bieganiu nie mieści się w żadnych przewidywaniach 🙂
Zacząłem biegać świadomie, myśleć i dążyć do tego by biegać lepiej, wychodzić na trening z poczuciem celu i planem do wykonania. Kilometry i tempo przestały mieć istotne znaczenie – liczyć zaczęła się lekkość i ta siła w nogach sprawiająca że czujesz bardziej, że lecisz niż biegniesz – tego nie da się opisać to można tylko poczuć.
Kończy się nasza edycja projektu, ale dla nas to dopiero początek, to jak nauczyć się biegać zupełnie na nowo 🙂 to nie tylko zmiana w sposobie biegania, ale również chodzenia czy nawet stania, która zostanie większości z nas już na całe życie
Nie oczekujcie, że będzie łatwo – nie raz pot spłynie z czoła po takim niby prostym ćwiczeniu, wiele razy poczujecie mięśnie o których istnieniu nie mieliście pojęcia – warto! A serce jakie wkłada Maciej w ten projekt, jego zaangażowanie i siła grupy jaką stworzyliśmy równoważy wszystkie trudy z dużą nawiązką.

UCZESTNICZKA: Byłam uczestniczką pierwszej edycji i powiem, że ten Projekt to jest coś, co powinien przeżyć każdy biegacz, który myśli poważnie o swoim bieganiu, o swoim ciele. Bo bieganie to nie tylko klepanie kilometrów, a przede wszystkim nauczenie się prawidłowej techniki biegu. Trudne zadanie ale jakie daje efekty. Czasem nudne powtarzanie ćwiczeń, walka z piłką, która sama żyje własnym życiem i nie chce słuchać. Ale przede wszystkim grupa – która z obcych ludzi staje się de facto rodziną 🙂 ludźmi, którzy się wzajemnie wspierają 🙂 I przede wszystkim ON – Maciej Jagusiak, który poświęcił te 3 miesiące by nam z siebie dać wszystko, co sam wie. Życzę każdemu spotkania takiej osoby na swojej biegowej ścieżce. Bardzo Wam dziękuję, że mogłam brać w tym projekcie udział. Polecam całym sercem.

UCZESTNIK: co dał mi projekt? Raczej, co mi zabrał ? Jagoda zabrałeś mi brzuch, którego mówili że nie dam rady się już pozbyć!

UCZESTNICZKA: Jagoda jesteś Czarodziejem! Napisałeś, że biegam … biegam, a nie „toczę się”, a to już dla mnie sukces, bo nie minął jeszcze rok odkąd biegam regularnie. Sama widzę różnicę, sama czuję, że biegam inaczej, inaczej – mądrzej. Nie ogarniam jeszcze wszystkiego naraz, ale potrzebuje najwidoczniej więcej czasu. Jestem cierpliwa … wiem, że kiedyś zrobię i przysiady, a nad siłą nóg będę sumiennie pracowała. Wczoraj znów padłam jak dziecko … szybciej niż dzieci ;). Ale było mega !!!

UCZESTNIK: UKŁADANKA ZACZYNA BYĆ WIDOCZNA.
Połowa Projektu jakoś tak za nami i niektóre rzeczy zaczynają się układać w logiczną całość. Odkrycie potęgi kadencji jest odkryciem, ale jej zastosowanie w praktyce to zupełnie coś innego.
Nie byłoby to możliwe dzięki wiedzy, jak skrócić krok i jak przestać robić overstriding. Mocne łydki i luźny staw skokowy dopełniają całości.
A bez ćwiczeń CORE po 2-3 km biegu zgięłoby mnie w pół i tyle z utrzymania dużej kadencji.
Gdyby nie KUCYK prawdopodobnie do tej pory nie odczułbym jak działa „opadanie” i „zmiana punktu podparcia”. BOCIAN to dla mnie pełna wersja KUCYKA. I nic innego nie pokazało mi na czym tak naprawdę polega zmiana punktu podparcia i opadanie jak właśnie KUCYK.
Wydłużenie kroku biegowego nie będzie możliwe w przyszłości bez ćwiczeń całej struktury biodrowo-miednicowo-pośladkowej.
O MAGICZNEJ DESECZCE
Zacznę od tego, że na początku nie lubiłam deseczki. I choć ucieszyłam się, jak pojawiła się u mnie na wczasach, to po kilku upadkach z niej, zła byłam na nią. Próbowałam i próbowałam i ciągle spadałam :(. Wkurzało mnie to bardzo, do tego stopnia, że chciałam rzucić nią o ścianę … Jestem jednak cierpliwa, ponad plan ćwiczyłam, po troszku, tak delikatnie … i w końcu, po pewnym czasie „coś” drgnęło. Zaczęło wychodzić, moja żmudna praca zaczęła przynosić efekty. Radość byłą o tyle duża, że przed projektem miałam wielkie problemy z równowagą, cudem było ustanie na jednej nodze. Dziś ćwiczę z deseczką z przyjemnością, ćwiczę bo chcę, a nie muszę i za każdym razem utrzymuje się ponad pół min na jednej nodze. To mój mały sukces, ale nie powiedziałam jeszcze „dość”. Bawię się nią dalej i bawić będę … zaiskrzyło i ten stan trwa :).
Zaczynałam z kijkami długo przed projektem,, kijki trzymane z całej siły, ciało prawie wisiało na kijkach a czas na deseczce 10-15sekund.☺. Dziś pierwsze ćwiczenie robię bez kijków ok. minuty. Pozostałe dwa ćwiczenia z jednym kijkiem ok. 2, 5 minuty. Trzy następne ćwiczenia z zastosowaniem kijków z odwodzeniem nóg ok. 2 minut. Deseczka się nie chwieje i nie słychać już pukania deseczki o podłoże. Deseczka + piłeczka to moje ulubione ćwiczenia, robię z dużą przyjemnością i czas na obie strony poświęcam ok 6 minut.
Ja pamiętam swój pierwszy raz – 3 sekundy w CRS i ledwo opadłam na ladę, normalnie gdyby nie Jagoda byłabym na podłodze 🙂 później deseczka leżała u mnie w dużym pokoju i podchodziłam do niej jak do jeża – pamiętam jak się cieszyłam (wyłącznie ze strachu przed nią), gdy Jagoda mówił mi, że przed Rzeźniczkiem to mam jej nie tykać … ufffff. Ale nadejszla ta wielkoomna chwila, że trzeba było ją tknąć 🙂 i stał się cud – polubiłyśmy się 🙂 no może nie aż tak, ze bez trzymania – ale z dwoma jest całkiem nieźle 🙂 z jednym z przerwami też 🙂 wiem też, że deseczka dała mi mocne łydki i „zgrabniejsze”) 🙂 ostatnio było jej mniej co poczułam … dlatego mam postanowienie by była moją przyjaciółką co najmniej co 4 dni 🙂
Na początku była to nowość i tez jak większość kurczowo trzymałem się i widziałem na kijkami. Potem było lepiej gdy zrozumiałem o co chodzi i wywaliłem kijki. Rekordów czasowych nie biję, jednak lubię balansować i szukać równowagi stojąc miedzy futrynami. Po prostu delikatnie jednym paluszki się od nich odbijałem przywracając równowagę. Po zakończeniu projektu deseczkę będzie jeszcze bardziej wykorzystana bo wzmacnianie nóg to dla mnie podstawowa sprawa.
Deseczka…..kocham ją, a ona mnie. Ostatnio było jej mniej i też odczuwam jej brak. Niby siła zostaje ale jest słabiej. Na pewno teraz będzie ćwiczyć 2 x w tygodniu. Nie biję rekordów, ćwiczenia wykonuje po 1min każde z 1 kijem 🙂

Do zobaczenia w kolejnej edycji Continue reading

Losowanie na ​New York City Marathon. Warto ?

Zostało 2 tygodnie, aby aplikować na losowanie na New York City Marathon (odbędzie się 4 listopada 2018 r.).

Zastanawiasz się czy warto ? Przeczytaj 9 podpowiedzi i podejmij decyzję!
Zgłoszenia są otwarte do 15 lutego, a losowanie odbędzie się 28 lutego 2018 roku.
Kilka statystyk z ubiegłego roku na poniższym obrazku, tak duża liczba ludzi nie może się mylić 🙂

 image

Na MINUS:

1. Koszty uczestnictwa to minimum 4 tys. zł dla startującej osoby.

Wartości poglądowe: 2 tys. przelot + 1 tys. zgłoszenie + 0,5 tys. wiza + 0,5tys. nocleg i wyżywienie. Sprzyja niski i spadający kurs dolara!

2. Trudno się zapisać obowiązuje losowanie lub gwarantowane miejsca dla osób z bardzo dobrym wynikiem na 21 km lub 42 km lub pakiety charity lub start w ramach zorganizowanej wycieczki. Szanse w losowaniu (na czuja) oceniania na 10-20% więc średnio po 5 latach prób Wam się uda! Czasy gwarantujące start tutaj, pozostałych opcji nie analizuję.

Continue reading

Łódzka Krwawa Pętla bez supportu

Prolog

Pomysł aby pobiec czerwonym szlakiem okrężnym dookoła Łodzi chodził mi po głowie od dłuższego czasu. W ubiegłym roku we współpracy AGB Torfy, Koroną Pabianice i Łódż Running Team pobiegliśmy ten szlak na trzy raty. Na trzy raty łatwo, ale zrobić to na raz to niezłe wyzwanie. Szczególnie, że brak wiarygodnych informacji co do długości szlaku. Oficjalne źródła mówiły o 178 km a niektórzy rowerzyści twierdzili, że liczy on ponad 200 km. Pytanie komu dać wiarę. No i najważniejsze, nie ma nigdzie wzmianki aby ktoś to zrobił jednym ciągiem przed nami. Możemy się poczuć jak odkrywcy, pionierzy, możemy wyznaczyć nowe standardy i tej chwały nikt nam nie odbierze.

Aby nie było łatwo podjęliśmy decyzję, że będzie to kwintesencja ultrabiegania. Lecimy bez suportu, żywimy i poimy się tylko tym co mamy na plecach albo tym co kupimy w sklepach. Jedyne wsparcie jakie dopuszczamy to wspólne bieganie z przyjaciółmi, którym się nudzi i chcą nam dotrzymać towarzystwa.

Do startu nie szykowaliśmy się zbyt mocno, Ja (Piotrek Mikulski) walczący z problemami z zatokami i Maciej Krupiński, bob budowniczy więcej czasu spędzający na klejeniu płytek, kładzeniu gładzi czy skręcaniu szafek niż na treningach. Niby głupie, ale słowo się rzekło, poszło wydarzenie na FB a ludzie podchwycili. Trzeba biec!

Continue reading

6… 6… 6… The number of the beast!

6 edycja Chudego Wawrzyńca organizowana była pod hasłem z tytułu. Zdanie zaczerpnięte jest z refrenu zarąbistego utworu Iron Maiden, który na stałe gości na mojej biegowej playliście. Ciekawe czy Krzysiek wiedział, że takie motto biegu może zapowiadać to co się działo na trasie?

W trakcie biegu przypomniały mi się słowa

„ In the night the fires are burning bright
The ritual has begun, Satan’s work is done”

Ale nie uprzedzajmy faktów…

Jeśli nie słyszeliście polecam : https://www.youtube.com/watch?v=7-iRf9AWoyE

Before the work.

Dni poprzedzające Chudego dały chyba wszystkim w kość, mega upały zapowiadały rzeźnię na trasie. W dniu przyjazdu termometr w aucie pokazywał bagatela +34. Taka pogoda nie jest dla mnie to wiem. Na szczęście prognozy na sobotę zapowiadały załamanie pogody, co osobiście przyjmowałem z wielkim zadowoleniem.

W bazie w Ujsołach o dziwo biuro zawodów obstawione przez ekipę z Łodzi. Fajnie spotkać znajome twarze. Ze zdziwieniem dowiaduję się, że mam przyznanego trackera – dzięki Tomek 🙂 Nie będzie można ściemniać, bo będę widoczny on-line. Nawet przerwy na toaletę trzeba będzie wytłumaczyć 😛

Continue reading

Rajd Dolnego Sanu 2017

Bardzo długo nie wiedziałem czy wystartuję w tegorocznym RDS-ie. Przyczyn było kilka, tydzień wcześniej biegłem w Zimowym Ultramaratonie Karkonowskim, musiałem tez do tego pomysłu przekonać moją żonę Asię, której za wyrozumiałość serdecznie dziękuję. W ostateczności na dwa dni przed jest decyzja jedziemy. Chciałem jechać na te zawody z kilku przyczyn. Po pierwsze Hubert organizuje je w bardzo rodzinnej atmosferze dzięki czemu wraca się naładowanym pozytywną energią. Po drugie z RDS-a mam same pozytywne wspomnienia, na tym rajdzie odnoszę największe sukcesy sportowe, co zawsze cieszy. A po trzecie tegoroczny RDS miał rangę Mistrzostw Polski w Maratonach na Orientację. Czy można chcieć czegoś więcej?

Na zawody zapisałem się w ostatniej chwili przez telefon do organizatora 🙂 Dzięki temu moi potencjalni rywale nie wiedzieli że będę . Osobiście nie widziałem nawet listy startowej, więc sam nie wiedziałem z kim przyjdzie się ścigać. Na miejscu spojrzałem na listę i jak to na MP kandydatów do pudła całe zatrzęsienie. Zapowiadała się ciekawa rywalizacja. W biurze zawodów giełda nazwisk, na szczęście moje nie miało wysokich notowań, to raczej dobrze.

Continue reading

Zabiegana Łódź nasze nowe dziecko :)

Czołem Zabiegani!

W dniu wczorajszym w Parku Baden-Powella o godzinie 18.00 zainaugurowaliśmy cykl biegów „Zabiegana Łódź„.

Ale o co chodzi?

Wymyślony przez Nas cykl ma złamać konwencję weekendowych startów, która niejako zagościła w biegowym kalendarzu Łodzi. Po pierwsze ma być to coś na rodzaj pucharu, gdzie odbędzie się 6 edycji a każda z nich będzie mieścić się w innym łódzkim parku. Ta koncepcja ma stanowić również walor poznawczy topografii miasta.

Continue reading

Długa historia rodziny X-talona

Markę Inov-8 (czyt.  Inowejt) poznałem wiele lat temu. Gdy kumpel namówił mnie na pierwszego Harpagana, którego z racji warunków pogodowych pamiętam do dziś, zobaczyłem tam pierwszy raz gwiazdy polskich maratonów na orientację. A wszyscy jak malowani ubrani w koszulki Inov-8 a na stopach mega agresywne buty do biegania z wielkimi kolcami 🙂 Coś jak nowoczesne korkotrampki ze szkoły podstawowej. Dla posiadacza Asicsów Trabuco, które wydawały mi się agresywne te buty wyglądały kosmicznie. Jak pogadałem z mądrzejszymi kolegami dowiedziałem się co to jest Inovejt i że biegają w nich tylko kozaki. I tak zamarzyłem o swojej pierwszej parze własnych Inovejtów.  Co prawda nabyłem drogą kupna bardzo dobre i bardzo przeze mnie lubiane buty trailowe Inov-8 trailroc 245, ale to nie było to.

Po udziale w Funex Orient 2014 powiedziałem sobie dość, ostatni raz ślizgam się na liściach, błocie i innym syfie. Po powrocie szukam (oczywiście w dobrej cenie) i kupuję w necie piękne X-talony 212. Oczywiście żeby je przymierzyć w Łodzi zero szans, więc zaczęły się pomiary stopy, wkładki itp. Zamówienie, płatność i nim się obejrzałem są, po otwarciu pudełka piękne szaro-żółte i do tego nieśmiale szczerzą swoje równe ząbki.

inov-8 x-talon 212

Continue reading

Wakacyjny test żeli by Pedro

Każdy z Nas zastanawiał się, czy i które żele energetyczne zabrać ze sobą na zawody. Czy nie nurtowały was pytania czy mi nie zaszkodzi, czy nie będę odwiedzał krzaczków albo szukał Toy-Toya? A w końcu, czy odżywianie nie popsuło Wam startu, do którego trenowaliście długi czas?

Ja sam mam dość wrażliwy żołądek i miałem na tym polu kilka spektakularnych wpadek. Stąd powstała w mojej głowie koncepcja przetestowania w boju żeli energetycznych najpopularniejszych na naszym rynku. A że wakacje są do tego najlepszym okresem nie trzeba nikogo przekonywać. Test przeprowadzony w trakcie długich wybiegań, rano zamiast śniadania, czy też popołudniu w trakcie intensywnych treningów.
Test ma charakter subiektywny, aczkolwiek wpływ na punktacje będą miały również elementy całkowicie obiektywne.
Przetestowałem żele w 5 kategoriach w skali od 1 do 6, gdzie 6 jest wartością pożądaną i oznacza pierwsze miejsce w kategorii

Elementy obiektywne jak cena czy wartość energetyczna odniesione zostały do wartości energetycznej żelu, bo w moim przekonaniu jest to najistotniejszy element tej zabawy. Suma punktów we wszystkich kategoriach decyduje o kolejności na liście.

Continue reading

Łemkowyna 2016-150 km „czyli wszystko co chcielibyście wiedzieć o błocie a boicie się zapytać”

To nie będzie zwykła relacja kilometr po kilometrze, podejście po podejściu, czy zbieg po zbiegu. Ja ŁUT-a 150 anno domini 2016 pamiętam trochę inaczej. Jest to zlepek moich własnych odczuć, refleksji i demonów, którymi chcę się z Wami podzielić.
Początek jak to początek lekko nudny. O tym co nas czeka na trasie można się było domyślać z przecieków czy zdjęć widocznych na facebooku, pogoda w Krynicy po przyjeździe też nie witała otwartymi ramionami. Generalnie zimno i mokro, a ja o dziwo taką pogodę lubię. Nie wiem czy zapewnienia na odprawie, że błota jest mniej niż rok temu bo we wrześniu nie padało miały na celu podnieść nas na duchu. Ja trochę organizatorom uwierzyłem i chyba liczyłem na cud. Continue reading

Michał Olejnik o podstawach treningu

Niewielu jest takich, którzy mogą biegać zawodowo.

Jednym z takich szczęściarzy jest Michał Olejnik z WKS Grunwald PoznańInov-8 team, który opowiada nam dziś o podstawach treningu, swojej pasji do biegania, oraz.:

  • jak rozpoczęła się jego przygoda z bieganiem,
  • jaki sport w dzieciństwie najbardziej go interesował,
  • dlaczego uważam, że bieganie nie tylko na bieganiu polega,
  • jak wiele km robił ostatnio przygotowując się do Mistrzostw Świata w biegu na orientacjeWOC2016,
  • co pomaga mu wrócić szybko do dyspozycji po mocnym treningu,
  • kiedy rozgrzewka, a kiedy można z niej zrezygnować,
  • dlaczego rozciąganie to istotny element każdego treningu,
  • jak szybko biega 5 i 10km

Zapraszamy do obejrzenia naszego wywiadu: https://www.facebook.com/crossrunshop/videos/1067372046679280/ Continue reading

« Older posts

© 2018

Theme by Anders NorenUp ↑